Kilkadziesiąt lat temu, w czasach PRL-u lub jeszcze wcześniej, śledzenie kogoś polegało na wysłaniu w ślad za osobą inwigilowaną szpiega (UB-eka, SB-eka, milicjanta czy innego agenta służb specjalnych). Okazuje się, że dzisiaj największymi szpiegami nas samych okazujemy się… my sami!
Zastanawialiście się ile danych można zebrać o danej osobie w internecie? Nie? Zaczynając od portali społecznościowych gdzie podajemy nasze dane osobowe, przez serwisy aukcyjne gdzie podajemy numer konta, adres, telefon kontaktowy na komunikatorach kończąc. Nie pisze tutaj o metodach mniej legalnych czyli np sniffing atakach na komputery typu Man in the Middle. Zapewne większość słyszała o tym że w internecie nie jest się anonimowym na każdej stronie którą się odwiedza zostają po nas ślady ( nawet nie dodając żadnego wpisu, nie dodając komentarza) ale komu się by chciało sprawdzać wszystkie potencjalne strony na których byliśmy, tutaj kłania się dobry wujek Google który posiada o nas naprawdę wiele danych od historii wyszukiwania po strony na których byliśmy (wiele stron używa Google Analitycs) jedynie zostały wyświetlone na ekranie komputera. Statystyki te potrafią powiedzieć ile czasu była wyświetlana dana strona jakiego systemu operacyjnego używamy, jakiej przeglądarki używamy. Dalej idąc tą drogą dużo osób używa tego samego loginu na różnych stronach (mam nadzieje ze chociaż hasła się różnią) od portali społecznościowych przez serwisy aukcyjne serwisy z ogłoszeniami na forach kończąc. Właśnie fora na których się wypowiadamy są wspaniałym źródłem informacji o naszych poglądach np. politycznych czy religijnych. Zbierając te informacje można określić nasze preferencje i powiedzieć naprawdę wiele o danej osobie.